poniedziałek, 1 lutego 2016

Sowy, chevron i stara skrzynia

Ostatnio trochę mnie tu mało, ale wiecie, że wróciłam do pracy i nagle moja doba się bardzo skurczyła. Do tego już sama nie wiem czy to ja tak wcześnie chodzę spać, czy moje dzieci tak późno zasypiają... Tak więc styczeń upłynął mi pod znakiem wielkich zmian i wiecznego niedosypiania. Właściwie oprócz uszycia kilku drobiazgów nic nie zrobiłam.
Dzisiaj pokażę Wam co robiłam "w grudniu po południu" ;-) .... stop! raczej w grudniu przed północą ;-) Wczoraj udało mi się zrobić kilka zdjęć na szybko. Póki co kadry bardzo wąskie...  Nie żebym była bałaganiarą - po prostu mam zamiłowanie do artystycznego nieładu ;-)



Dwa lata zabierałam się do odświeżenia skrzyni, która trafiła do mnie w stanie dekupażowym. Jakoś ciągle odwlekałam malowanie, bo wydawało mi się, że powinnam poczynić jakieś misterne przygotowana, szlifowanie itd. W końcu kupiłam farbę i właściwie bez większych ceregieli zabrałam się za malowanie. Po nałożeniu trzech warstw uznałam, że jest dobrze, by po chwili stuknąć się w głowę i powiedzieć sobie  - chyba żartujesz, że cieszysz się z pomazania skrzynki białą farbą! No trudno - jakoś muszę z tym żyć... ;-)
Na skrzynię uszyłam poduchę. Nie mogłam się zdecydować na wzór, więc jest dwustronna :-D I chociaż przy planowaniu napalałam się na chevron, to teraz zdecydowanie wybrałabym sowy albo coś jeszcze bardziej kolorowego.
Przy okazji pewnie zauważyliście, że uszyłam również kosz na zabawki, ale może kiedyś napiszę o nim więcej...




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka